Dlaczego kowal?

 

Lekcja języka polskiego, w ogólniaku. Przerabiana jest kolejna lektura obowiązkowa, kolejny wiersz, nowela.

Pani profesor, która tak naprawdę ma tylko magistra pyta, co autor miał na myśli, pisząc te słowa? W klasie cisza – wszyscy doskonale znają to pytanie zadawane przy każdej lekturze. Na usta pcha się odpowiedź: najlepiej zapytać autora. Ale ten nie żyje już od kilkudziesięciu lat. Poza tym taka odpowiedź oznaczałaby ocenę niedostateczną u “pani profesor” i “spalenie się” u niej na resztę dni w ogólniaku.
Więc czasami lepiej milczeć, niż powiedzieć coś głupiego.

Mowa jest srebrem, a milczenie złotem. Ale nie zawsze zdawało to egzamin na lekcjach języka polskiego.

Niektórym osobom zależało na trochę lepszych ocenach – te osoby powinny wtedy umieć czytać w myślach już dawno zmarłych autorów, albo chociaż pani nauczycielki, która oczekiwała takiej, a nie innej odpowiedzi.

“No właśnie, autor che nam tutaj przekazać, że nie jesteśmy kowalami swojego losu” stwierdziła “pani profesor”, skoro nikt inny nie wpadł na jakiś inny pomysł, teorię, spekulację.

Skoro tak mądry człowiek jak ten pisarz/poeta, który był tak wielki, iż pamięta się o nim po tylu latach, tak mówi, to widocznie ma rację. I skoro pani nauczycielka jest tą nauczycielką i gdzieś zapewne, na jakimś uniwersytecie od jakiegoś mądrego, być może prawdziwego profesora lub innego docenta się tego nauczyła, to też chyba ma rację. A wszyscy tutaj w tych ławkach – skąd mogli wiedzieć jak było? Przyszli tutaj, by się nauczyć. Na przykład tego, że nie są kowalami swoich losów.

I tak oto się tego nauczyłam.

W głębi mojej podświadomości zagnieździło się głębokie przekonanie, że nie byłam kowalem mojego życia, że robienie czegokolwiek było tylko szarpaniem się, a próby realizacji marzeń doprowadzą tylko do walki z wiatrakami.

Ja, ty,  Adam, albo inny Adam, albo Matylda, albo Ewa zdali maturę na piątkach z przekonaniem, że i tak nie byli kowalami własnego losu. Potem zdaliśmy na studia, albo też nie, dostaliśmy pracę i wszystko jakoś się potoczyło, bez jakiegoś większego kucia żelaza.

Ale gdyby wtedy – na mojej, na twojej lekcji języka polskiego oszukana pani profesor wbrew temu, co jakiś tam autor niemający z naszym życiem nic wspólnego podsumowała, że tak, on sobie tak napisał, bo był załamany i nieszczęśliwy, albo leniwy, ale tak naprawdę to tylko my jesteśmy kowalami własnego losu – w każdym centymetrze, w każdej minucie, w każdym ruchu, w każdej myśli i w każdym postanowieniu. To życie moje, twoje, Adama, Ewy i Matyldy wyglądałoby zupełnie inaczej.

Dlatego proszę każdego, kto trafi na tę stronę i przeczyta ten tekst, zapamiętał, że jest kowalem swojego losu. Silnym, muskularnym kowalem, który nie mięśniami, ale swoją potęgą umysłu potrafi przemienić najtwardszy kawałek żelaza w zrealizowane marzenia.

Bo marzenia, są po to, by je realizować, a nie tylko mieć i czekać na ich się spełnienie.

sweter_na_drutach