Pomyśl, jakby to było wspaniale, gdyby nie musiała pracować, gdyby mogła robić tylko to, co  zawsze chciała, a pieniądze i tak napływałyby na jej konto. Pomyśl. Wystarczyłoby może tylko jeden raz sprzedać idealny produkt, który dostarczałby dochód przez resztę życia.

Ale nie mogła pracować nad tym owym idealnym produktem, bo musiała siedzieć tutaj w kurzu i obstukiwać ten tynk z fundamentu, żeby go poprawić, bo ktoś zrobił go źle.

Nienawidziła partaczy – takich, co robili źle swoją robotę, uważając się za ekspertów i brali za to pieniądze.
No właśnie, spartaczyli robotę, budując ten dom. Wzięli za to pieniądze, a ona teraz siedziała i robiła to sama, bo nie stać ją było na wynajęcie ludzi do tej roboty – bo ona chciała sprzedać ludziom idealny produkt. Więc siedziała nad nim i dopracowywała w nieskończoność tylko po to, żeby uczynić go idealnym.

Ale czy ludzie potrzebowali idealnych produktów?
Poprzedni właściciele zaakceptowali w końcu ten byle jaki tynk, mieszkali w tym domu 10 lat i nie przeszkadzało im, że tynk odpadał płatami. Podmalowali go tylko raz, może dwa razy. Kupili fatalny produkt, no może nie fatalny, bo w końcu dom stał, ale nie idealny w każdym razie.
Ale może ludzie tak naprawdę nie potrzebowali idealnych produktów?

A ona siedziała i pisała tę książkę i wciąż wydawało jej się, że jest źle – kreśliła, poprawiała, przepisywała. Bo książka musiała być idealna – z idealnym morderstwem, z idealnym śledztwem, idealnymi bohaterami i idealnym zakończeniem prowadzącym u czytelnika do idealnej chęci zakupienia kolejnej książki z kolejnym idealnym ciągiem dalszym.

Ale po co tak naprawdę miało być to wszystko idealne, kiedy tutaj spod tynku żywcem sypał się piasek, niepołączony w całość z cementem? A jednak dom stał i ludzie w nim mieszkali. Ludzie, którzy widocznie nie byli aż tacy idealni, skoro to im nie przeszkadzało.

I oto proszę. Dom kupuje idealna pisarka nienapisanej idealnej książki i tynk przestaje jej się podobać. A pomyśl jeśli jej idealna książka – o ile kiedyś powstanie  w tej idealności – nie spodoba się nieidealnym ludziom? Ludziom, których może jakoś jest więcej, bo w końcu tylu ludzi na świecie sprzedaje swoje produkty nie czekając, aż cement idealnie wymiesza się z piaskiem i wodą. Bo w tymże czasie może zdążą sprzedać dwa mniej idealne produkty.

A sami odpoczną gdzieś na greckiej plaży, zamiast obstukiwać tynk z fundamentu. Bo sprzedając swoje dwa produkty, będą mieć forsę, z pierwszego – na robotników, którzy to zrobią, z drugiego – na wakacje w Grecji.

A ona próbując dojść do idealności, traciła czas na obijanie tynku, nie mając przez to czasu na pisanie, przez co nie mogła książki wydać i jej sprzedać. I dlatego też musiała siedzieć i sama obstukiwać tynk, zamiast pisać. Na dodatek była zmęczona i ponieważ obstukiwanie tynku też nie szło jej za dobrze, zaczynała powątpiewać czy w ogóle cokolwiek potrafiła dobrze robić.

Czy aby dobrze postanawiała i dokonywała w życiu dobrych wyborów? Udawała, że dużo wie, że wie, co robi. Ale tak naprawdę to przecież nie wiedziała nic, skoro nadal walczyła z samą sobą i nie wiedziała nadal jak sprzedać idealny produkt. Albo raczej, nie wiedziała, czy można sprzedać ten produkt kiedy jej się wydaje, że nie jest idealny.

I nagle coś, jakaś idealna myśl się w niej obudziła.
Wstała, odrzuciła młotek, podeszła do komputera i wysłała książkę do wydawnictwa – jednego, drugiego, trzeciego, pod te wszystkie adresy, które tak długo zbierała.

Jeśli książka będzie nieidealna, to zapewne ktoś jej o tym powie. Ale pomyśl jeśli w którymś z tych wydawnictw pracują nieidealni ludzie, którzy mieszkają w domach z obsypującym się tynkiem i to wcale im nie przeszkadza. A do tego sprzedają książki nieidealnym czytelnikom, którym takowy tynk też nie przeszkadza. Bo zamiast go oglądać, spędzają czas na czytaniu nieidealnych kryminałów napisanych przez nieidelanych pisarzy leżąc na plaży w Grecji.

Ale pomyśl, jak się jednak okaże, że udało się jej sprzedać idealny produkt.
Już może całkiem niedawno się o tym dowie. Tymczasem obstuka do końca ten sypiący się tynk.