Codzienność,  Zagubienie

Chandra czy depresja?

Nienawidziła chodzenia do lekarza. Czekania w zatłoczonej poczekalni, wdychania bakterii wydzielanych przez innych. Dlatego chodziła tam jak już musiała. Teraz stwierdziła, że musi.
Od kilku miesięcy była potwornie zmęczona, ledwo powłóczyła nogami, zmuszała się do jakiegokolwiek najmniejszego ruchu, a poranne wstawanie z łóżka było dla niej gehenną i nie lada wyczynem.
Rano budziła się jeszcze bardziej zmęczona niż kładła się spać dnia powszedniego, całe ciało bolało, głowa pękała. Zmuszała sią do wykonywania codziennych czynności, bo przecież była matką, żoną i pracownikiem. Ale nie cieszyło jej nic, absolutnie nic.

Chodzenie do pracy było nielada wyczynem, domowe zajęcia koszmarem ale uśmiech przykleiła sobie do twarzy, by nie musieć spowiadać się domownikom z jej obecnych słabości.

Postanowiła w końcu zasięgnąć rady wyższej instancji i wybrała się do lekarza. Powodem był z pewnością brak jakiś witamin i ktoś biegły w temacie powinien stwierdzić których.

– To powinno pomóc – powiedział lekarz podając jej receptę.
– A co to? – zapytała niepewnie. – Przygotowna była na badania krwi w szukaniu przyczyny…
– To tabletki szczęścia. Do widzenia – podał jej receptę i szybko jakby na odczepkę też ręką i wskazał drzwi. – One na pewno pomogą, przez pierwsze dwa tygodnie możesz czuć się bliska wymiotów, ale to tylko wrażenie. Po dwóch tygodniach będzie dobrze. A jak będzie ich niemal koniec przyjdź ponownie.
– Czy to znaczy?
– Tak, najprawdopodobniej wpadłaś w depresję. To zdarza się bardzo często kobietom po trzydziestce, chcącym pogodzić karierę z życiem rodzinnym… A ogólne zmęczenie i bóle całego ciała są pierwszym tego objawem.

Zamurowało ją. Jaką karierę? Poza tym nigdy nie przyszłoby jej do głowy mieszać pracy z życiem rodzinnym… Depresja? No lekarz, powinien chyba wiedzieć. To zdarza się często…. Hm….
Ok, czyli to był ostatni dzwonek przed wypaleniem? Ale że nic sama nie zauważyła? Tabletki szczęścia? No dobra, jak mają pomóc to dawaj…

Już po trzech dniach poczuła, że nie, wcale nie na wymioty jej się zbiera tylko na żyganie. Do toalety latała co 5 minut, ale nic się nie działo… W głowie jej się kręciło i było ogólnie jeszcze gorzej niż bez tabletek.

“Cholera jasna, ja nie chcę się tak czuć, ani tak, ani tak jak przedtem. W końcu to moje życie i ja mam ten komfort o nim decydować!
Nie mam żadnej depresji, czuję się wspaniale. I tak mam zamiar się czuć!
To, że słowo depresja zrobiło dzisiaj karierę i każdy wpada w nią na każdym kroku, nie znaczy, że ja też muszę należeć do tego kółka różańcowego, to, że połowa Wielkiej Brytanii sika prozakiem a druga połowa zażywa go nieświadomie z wodą z kranu (bo podobno nie można go wyeliminowć w oczyszczalni do końca) nie znaczy, że ja też muszę być tego częścią.

Jaka depresja do jasnej cholery? Na pewno brakuje mi po prostu witamin.
Dobrze, może i jestm przygnębiona, ale to wynika z pracy, której nienawidzę i z monotoności życia, w którą wpadłam!”

Trzeba coś zmienić. Na początek po pracy.
Zaczęła wyciągać książki, które miała w domu i zabrała się do czytania. Podobno ta była dobra i ta też – dlatego ją kupiła.
Ale, ale… kryminał…., ktoś kogoś zabił…, w tej drugiej książce też lała się krew… Wyciągnęła film DVD – tam też morderstwa.

I jak tu poczuć się lepiej w świecie, w którym jest tyle zła i nienawiści? W którym człowiek nienawidzi drugiego człowieka i zabija w okrutny sposób? Nie, od tego na pewno nie będzie jej lepiej.

Na dnie szafy leżała kiedyś dawno zakupiona włóczka i druty jeszcze z dzieciństwa. Pod włóczką leżały gazety – zaczęła je przeglądać… Może by tak znowu zacząć dziergać? Przecież to hobby dobre jak każde inne – nie tylko dla emerytek… – jak co niektórzy jej kiedyś dogadali – dlatego skończyła… Bo liczyła się ze zdaniem innych…

I po jasną cholerę???
Przez całe jej cholerne życie słuchała innych, bo inni byli starsi, mądrzejsi, lepiej wykształceni…
I teraz też – nadal liczyła się ze zdaniem innych…, taka stara a nadal ich słuchała.
A gdzie jest jej życie?
Jej wola?
Jej marzenia?
Jej plany?

Depresja? Ona nie miała żadnej depresji…
Wyrzuciła tabletki do kosza – nie miała zamiaru tak źle się czuć tylko dlatego, że depresja była modna…
Kiedyś miało się chandrę.., natępnego dnia zazwyczaj mijała, bo chciało się, żeby minęła. Bo nikt nie wmawiał nam, że mamy depresję.

To w końcu my sami decydujemy jak chcemy się czuć!!!
I ona zadecydowała: żadnych depresji, pójdzie w kierunku szczęścia. Sprawi, by jej życie nabrało sensu i stało się ponownie wartościowe, stało się jej życiem….

 

Facebook Comments

2 komentarze

  • Ewa

    Czuje się podobnie :(, ale przedemną jeszcze chyba zbyt długa droga do tego szczęścia w nieszczęściu. Codzienność za bardzo przytłacza.

    • Iwona

      Iwona

      Jeśli to jest długa droga to pamiętaj Ewo, że nawet najdłuższą drogę rozpoczynamy pierwszym krokiem… Jeśli wykonasz pierwszy krok to pójdziesz dalej. A jeśli będziesz iść do dojdziesz. nie dochodzą tylko ci, którzy nigdy nie zaczęli iść:)
      Powodzenia!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *