Zły dzień – i po co?

Ktoś na ulicy zapalił samochód i nie zgasił.. Taksówka? Nie.
Brum, brum… – czy nie mogą wyłączyń tego silnika? Spojrzała na sufit na zegarek: 2:53 – pięknie  – pomyślała – co dopiero udało jej się położyć i już budzą…
Przewróciła się na drugi bok, ale poduszka ułożyła się źle i musiała się poprawić, może spowrotem na poprzedni bok? Nie, z tej strony za głośno jak na tę porę nocy oddychała jej połowica…
Może na plecach? Dlaczego to łóżko jest dzisiaj takie niewygodne…?! Może z ręką pod głową? Albo ze zgiętymi kolanami? Zwinąć się w kłębek?

No wyłącz ten cholerny silnik!

Odjechał, co z tego – nie mogła zasnąć… 3:45. Już kręciła się niemal całą godzinę… Może by pomedytować? Wtedy zawsze zasypiała – nawet, kiedy nie miała tego robić…

Co do jasnej cholery? Jej małżonek rozmawiał z psem – na głos. „Połóż się tutaj, nie wskakuj na łóżko…”
4:33 – czyli chyba trochę spała. Trochę. Jezu kochany kto gada na głos z psem w środku nocy?! Kiedy ktoś obok śpi…, próbuje spać….

Przewróciła się na drugi bok… No tak – z tej strony nie było przecież dobrze, na wznak – nijak, na brzuchu może – miała wielką ochotę wyrzucić poduszki z łóżka… – no właśnie medytować…

Zadzwonił telefon – nie to chyba był SMS – czy on nie mógł wyłączać telefonu na noc? Prowadzili na ten temat dyskusje wiele razy – nie mógł – gdyby w pracy się coś stało. A stawało się niestety – kradli samochody, kiedyś był pożar w firmie – na szczęście podpalili tylko samochody i to nie ich, kiedyś jeden z kierowców dostał ataku serca  na autostradzie. Nie zdarzało się to często – ale dlaczego akurat dzisiaj??? 5:23. Niedługo właściwie będzie mogła wstawać. Ale to był chyba SMS – więc nic poważnego…

Ale może jeszcze zaśnie….

Zasnęła, o 5:45 usłyszała skrobanie w kuchni więc pobiegła, bo myślała, że to złodzieje. Ale to tylko córka nie mogła już spać i szykowała się do szkoły.

O 6:18 przyjechała śmieciara.
O 6:35 zadzwonił budzik.
O 6:50 pies już nie chciał spać i poganiał ją do wyjścia na spacer.
Niestety łazienka była zajęta – córka szykowała się do szkoły, albo nie wiedziała co robiła – tak było w każdym razie każdego ranka.
Pies jęczał jak zwariowany i dziwne to było, bo do tej pory z wyra nie można go było rano wyciągnąć….
7:10 łazienka nadal była zajęta – otworzyła nową szczoteczkę do zębów i poszła do drugiej łazienki. Ale tam nie było już pasty do zębów… – poszukała nowej tubki…

No dobra, wyjdzie z psem na świeże powietrze będzie lepiej…. Ale pies podjął trop suczki z cieczką i zaczął niemiłosiernie ciągnąć – w dzbanie nagle ucho się urwało…. : „Do jasnej cholery idziesz ty czy nie?!!! – jakieś dziecko w drodze do szkoły spojrzało na nią przerażone. „A ty czego się gapisz? Nie stój w drodze” – pomyślała – na szczęście tylko pomyślała.

Znowu pięknie rozpoczęty dzień … Po powrocie do domu zachaczyła kabel od słuchawek z mp-trójki i oprawka od słuchawki poleciała…  – „Szlag by to…” – co za dzień: rękawiczki, mokry pies, na dodatek telefon dzwoni, nie mogła wyłączyć alarmu, urwało się sznurowadło a w podgiętych nogawkach wniosła do domu masę śniegu…, włosy sie naelektryzowały pod czapką, pies uciekł mokry na dywan wytrzepując się najpierw tuż przed lustrem, alarm piszczał, telefon dzwonił  a ona stała z urwanym szurowadłem zaplątana w smyczy…

Chciała wszystko rzucić i iść, uciekać stąd – byle daleko….
Ale zamiast tego wyszeptała przez zaciśnięte zęby: „Jestem odpowiedzialna…, jestem odpowiedzialna”

I nagle sie przejaśniło. Alarm umilkł, pies przypomniał sobie, że najpierw ma się wytrzeć i usiadł na ręczniku, zadzwoniła do firmy od alarmu i podała kod, gumka od słuchawki się znalazła i na dodatek wyszło słońce.

Usiadła przy biurku i tylko nie wiedziała od czego zacząć pracę.
Spojrzała na kartkę pozostawioną wczoraj i zrealizowała punkt pierwszy.

Powiedziała sobie raz jeszcze: „Jestem odpowiedzialna”, zrobiła herbatę i pogłaskała psa.
Odetchnęła głęboko i uśmiechnęła się do siebie: „Kretynko jedna, i po co ci to było?”

Przecież każda szarość stworzona jest przez nas samych a i we mgle stoi zawsze łódka, którą dopłynąć można do lepszych brzegów… Tylko to my sami musiemy chcieć do niej wsiąść…

 

 

Iwona

Iwona