Zasłużone szczęście?

Zasługiwała przecież na to by była szczęśliwa…
Zasłużyła, bo była matką, żoną, kobietą, córką, człowiekiem. Zasłużyła, bo każdy człowiek zasługuje na szczęście, na pełnię szczęścia.
Dlaczego więc nie była szczęśliwa? Dlaczego tego szczęścia nie otrzymywała? Od świata? Od losu? Od przeznaczenia?
Nigdy?
Ani teraz, ani wcześniej?

Była zagubioną nastolatką płaczącą w Sylwestra na cztery strony świata i błagającą niebiosa o lepszy Nowy Rok.
Była zagubioną młodą kobietą z duszą na ramieniu nie potrafiącą zrozumieć dlaczego miała pecha, dlaczego świat wciąż ją doświadczał, ranił i nie zsyłał na nią szczęścia ani dobrobytu.

Została oszukana?

Przez świat?
Przez rodziców?
Przez szkołę?
Przez system?
Przez Boga?

Oszukana przez wszystkich i przez nikogo.
A tak naprawdę to tylko przez samą siebie.
Wyłapywała z cyberkosmosu to, co jej pasowało – na zasadzie kwaśnego jabłka i słodkiej cytryny.
Ale nigdy nie udało jej się wyłapać wiedzy, że szczęście budujemy sobie sami.

Musiała przeżyć ponad trzydzieści lat by na niebiosach ujrzeć w końcu wypisane wielkimi drukowanymi, tłustymi literami, że jesteśmy kowalami swojego losu, że to my decydujemy o naszym świecie, o naszym szczęściu, o naszm dobrobycie. Że to my tworzymy nasz świat i nasze szczęście, nasze radości i smutki.
Ale skoro woleliśmy smutki…, skoro woleliśmy wykrzykiwać w cztery strony wszechświata, że jesteśmy nieszczęśliwi…  – wszechświat ukryty w lampie Alladyna odpowiadał nam: „Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem…”

Iwona

Iwona