Prawo przyciągania
Prawo przyciągania

Potęga Prawa Przyciągania

– Wiesz, mam takich sąsiadów naprzeciwko nas, próbuję do nich zagadać, jestem miła. Rozmawiałam z nimi na samym początku jak się wprowadziliśmy, przedstawiłam się, uśmiecham się, próbuję a tu zimnica w odzewie. Odwracają głowę kiedy jesteśmy przed domem, udają, że nas nie widzą, zajęci są wtedy nagle swoimi myślami – w końcu nie jesteśmy przeźroczyści. To jest męczące!
– To daj im spokuj, widocznie nie chcą kontaktów.
– Może i nie, tylko z wszystkimi innymi na ulicy gadaja, latają do siebie na kawki i na grila, pożyczają sobie sól i cukier, a nas ignorują. My z innymi też rozmwiamy a z nimi nie idzie. To głupio tak mieszkać naprzeciwko siebie, dosłownie patrzeć sobie w okna, bo ulica ma zaledwie metr szerokości i udawać, że kogoś się nie widzi. Tak się cieszyłam na ten dom, chciałam stworzyć od początku dobry kontakt z sąsiadami a tu ci masz – akurat z najbliższymi nie idzie. Mimo, że się próbuje, że się widzi, że oni są socialni z innymi nie idzie… Czasami aż bym chciała, żeby się stąd wyprowadzili, żeby się rozwiedli i sprzedali dom….
– Nie możesz życzyć komuś źle, to wtedy nie funkcjonuje, może obrucić się nawet przeciwko tobie…
– No tak, to niech wygrają w totolotka i kupią sobie gdzieś większy dom – byle się tylko wyprowadzili…

Jednak nic nie wskazywało na to, by jakaś przeprowadzka miała dojść do skutku. Rodzina wydawała się kochająca, jeździli wspólnie i często na wycieczki, do swojego domku letniskowego, zapraszali sąsiadów na imprezy, kupili nowy samochód, dobudowali nową część domu. Skoro się rozbudowuje dom to nie myśli się o jego sprzedaży.

Próbowała więc nadal nawiązać bliższy kontakt – zagadywała kiedy byli w pobliżu, machała ręką gdy tylko wydawało jej się, że patrzą w jej stronę. Pozdrawiała zawsze pierwsza kiedy przechodziła obok i nic. Czasami usłyszała dzień dobry, ale wszelkie próby nawiązania bliższego kontaktu spalały na panewce. „Niech już tak będzie – widocznie nie dorastamy im do pięt – no cóż – albo coś innego”.

Pewnego letniego wieczoru znaleźli się na wspólnej imprezie u sąsiada. Los chciał, że siedzieli nawet obok siebie – towarzystwo się rozpiło i rozgadało, i pomyślała przez chwilę, że może teraz była to przełomowa chwila… Następnego dnia jednak wydawło się, że nikt niczego nie pamiętał… Co prawda „Dzień dobry” stało się jakby bardziej życzliwe, ale próba dalszej wymiany zdań niszczona była w zarodku.

Hm. Chyba nic nigdy z tego nie będzie, czasami nadal myślała by się wyprowadzili….
Ale wymalowali dom, położyli nową trawę, założyli nawet basen, zmienili wszytko w ogrodzie, posadzili nowe kwiaty…. ktoś, kto angażuje się tak bardzo w swój dom się przecież nie wyprowadzi… Na dodatek dom był duży – po co komu większy…?

No cóż, niech już tak będzie….

Pewnego dnia siedziała jak zwykle przy swoim biurku i pracowała z domu, czasami wyglądała przez okno i obserwowała jak ptaki lądowały na trawie i wydrapywały z niej pożywienie, czasami przeszedł ktoś ich małą uliczką, czasami przejechał samochód, przebiegły dzieci, na murku sąsiadów przeciągnął się kot.
Ostatnie niedobitki odjeżdżały do pracy – nastąpiła cisza…
Na pusty wjazd sąsiadów z naprzeciwka wjechał samochód, elegancko ubrany w garnitur facet otworzył bagażnik wyciągnął z niego jakiś pokaźny słupek z tablicą i ustawił przy ich wejściu. Wsiadł do samochodu i odjechał….

Na tablicy dużymi drukowanymi literami napisane było: ” NA SPRZEDAŻ”
Gapiła się na tę tablicę i nie wierzyła własnym oczom – „Potęga prawa przyciągania” – pomyślała tylko.

 

 

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *