Codzienność

Obsesja pożądania…

Stała i patrzyła się jak wół na malowane wrota. Nigdy, ale to przenigdy ciuch nie zrobił na niej tak szalonego wrażenia jak teraz.
No może jeden raz – ale to było bardzo dawno temu….
Szczęka wisiała jej bardzo nisko, oczy się śmiały a serce radowało. Nie była uzależniona ani od mody, ani od ciuchów, ale tym razem to było to!

Czerwona skórzana marynarka powaliła ją na kolana. Czerwony był jej ukochanym kolorem i ta marynarka mogła być kropką nad i. Fason był rewelacyjny – taki klasyczno-nudny jaki kochała…
Podeszła ostrożnie do wieszaków: 34, 36, 40, 42, 44
Jeszcze raz:  34, 36, 40, 42, 44

Nie ma jej rozmiaru!

Zaczęła rozglądać się po innych wieszakach, może gdzieś wisiała samotna… Nie wisiała…
Założyła 36 – no nie – za mała… 40 – jak może być taka różnica w rozmiarach! Rękawy do kolan! Ramiona jak u zapaśnika – no nie….

Jeszcze raz:  34, 36, 40, 42, 44 – nie ma….
nie ma…
nie ma…

No co to znaczy, że nie ma? Musi być.

Podeszła do sprzedawczyni z marynarką pod pachą: – Czy macie może rozmiar 38 gdzieś….?
– Niestety już sprzedany.
– A w jakimś innym sklepie?
– Niestety nie mogę zobaczyć w systemie czy w jakimś sklepie jest, ale sklepy mamy tu, tu i tu….

Ulga – jest nadzieja. Nadzieja jest zawsze.  Nie patrząc już na cokolwiek innego pojechała do najbliższeg butiku.
– Nie ma w ogóle – to model z zeszłego sezonu. Dlatego był w outletowym butiku…

„Cholera! Oczywiście mi podobają się zawsze rzeczy, które już wyszły z mody”
Następny butik – nie ma.
Następny… – to model z ubiegłego sezonu, może jest  w tym outlecie?

No tak, przejechała miasto z północy na południe – nie ważne… chciała mieć tę kurtkę. Musiała mieć tę kurtkę.
I KONIEC!!!
Minęło kilka godzin  i sklepy mogły być zamykane już całkiem niedługo – do ostatniej deski ratunku było 40 km. Obliczyła, że zdąży do godziny zamknięcia jak przyciśnie trochę mocniej pedał gazu modląc się przy okazji, by nie trafiła w jakiś korek.
Nie, nie liczyła czasu, nie nie myślała, że może by zadzwonić do domu, nie była głodna, ani spragniona, nie potrzebowała iść do toalety. Musiała mieć tę marynarkę – nic innego na całym świecie nie było w tej chwili tak ważne jak ta czerwona marynarka. Totalna koncentracja, totalny fokus na tym, żeby stać się w posiadaniu tejże marynarki…

Wpadła na 5 minut przed zamknięciem sklepu – sklep był olbrzymi… – „ciuchy damskie” mamrotała pod nosem i kręciła się wokół własnej osi, by ogarnąć wzrokiem sklep. Zadzwonił telefon. „Nie teraz, potem”  I wypatrywała dalej.

Tam, tam ciuchy damskie, tam wisi coś czerwonego – podbiegła – to nie było to.
Biegała pomiędzy wieszakami: „gdzie, no gdzie jest”?

W głośnikach zabrzmiało: „Bardzo dziękujemy za dzisiejszy dzień, za minutkę zamykamy sklep. Proszę udać się do kas.”
„Ach nic wam się nie stanie jak poczekacie na mnie chwilkę dłużej…”

Moja czerwona marynarka – dotknęła z  błogością wieszaka… 38…
Pieczołowicie, niemal ze świętością zarzuciła na ramiona, przymróżyła oczy – poczuła się jak w raju… Leżała jak ulał…

– Bardzo proszę przejść do kasy – ktoś powiedział tuż obok niej.
-Tak, tak…, zaraz – moja kochana marynarka….
Miała ją, zdobyła i w tej pogoni nic nie było ważne, ani głód, ani chłód, ani deszcz, ani odległość, ani czas. Absolutnie nic… W tej podróży do celu kierowało nią pożądanie. Tak silne, że było silniejsze od czegokolwiek – silniejsze od niemożliwego, od realjów, od zdrowego rozsądku…

Czy kiedykolwiek odczuwałaś takie pożądanie? Pożądanie, że po prostu musisz i nic innego na tym świecie nie ma znaczenia, i nic cię nie zatrzyma dopóki tego nie osiągniesz?
Pomyśl gdyby tę czerwoną skórzaną marynarkę zamienić na coś innego?

– na wymarzoną pracę?
– na ukończenie remontu domu?
– na ukończenie pracy magisterskiej? doktoranckiej?
– na przygotowanie się do egzaminów?
– na rozwinięcie własnego biznesu?
– na dojście do tego celu, który odłożyłyśmy na bok 20 lat temu?

Pomyśl…

Facebook Comments

4 komentarze

  • Anna

    Tak właśnie kupowałam żółtą torbę, i podobnie zrealizowałam kilka innych przedsięwzięć (udanych, jak mniemam). O jednym z nich śniłam cały tydzień jak szalona 😉 mowa o przedsięwzięciu, rzecz jasna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *