zagubienie
Codzienność,  Zagubienie

Obliczyć powierzchnię zabłoconego życia…

Zagubienie, byłam zagubiona, na rozstaju dróg. Którą wybrać? Dokąd iść? A czy w ogóle była jakaś? Czy przede mną rozciągało się zabłocone, rozorane pole? Po co w nie wchodzić? Żeby pobrudzić sobie buty? Czy w ogóle wchodzić? A może zawrócić? Skąd miała wiedzieć co robić? Czy ktokolwiek jej tego nauczył?

Nauczyła się dodawać i odejmować. Mnożyć i dzielić, obliczać powierzchnię kwadratu i trójkąta. I owszem, może to się przydać np, żeby teraz obliczyć jak duże było to zabłocone pole przed nnią, jak długo musiała przez nie iść. Może mogła też obliczyć objętość wody, którą potrzebowała do umycia potem butów… Ale czy to było najważniejsze?

Gdyby umiała teraz dokonać wyboru, gdyby wiedziała czy ma iść, albo zostać, ale po co iść? Przecież nie jesteśmy kowalami własnego losu…., po co więc? Lepiej poczekać…? Żeby nie tracić siły i czasu?
Albo może po prostu boi się ryzykować?

Ale w dzisiejszym świecie nie uczymy się jak znajdować siły i ryzyko, mamy siedzieć długie lata w ławce szkolnej i niestety te lata są trochę jak stracony czas. Nie ma uniwersalnych, ogólnych szkól, które przygotowują do życia, wszystkie szkoły przygotowują do pracy – ogólniak, do którego ja chodziłam, to szkoła, która okazało się, przygotowywała do wszystkiego i do niczego…
Potem trzeba było iść na studia, bo nic się nie miało, nic się nie umiało, co można było wykorzystać w życiu – wybrało się zły kierunek – zmarnowało się kilka lat, a życie jest za krótkie, żeby marnować w nim czas. Niestety i tak to robimy. Bo ogólniaki i inne szkoły nie uczą nas jak tego nie robić.

W szkołach uczymy się matematyki, która jak najbardziej jest w życiu potrzebna, uczymy się języka i jego znajomość jest oczywista, uczymy się naszej i innych historii, żeby wiedzieć gdzie są nasze korzenie. Geografii, która ułatwia życie w planowaniu urlopu, uczymy się fizyki, która może jest interesująca, bo jest częścią otoczenia, w którym żyjemy, ale która najczęściej ulatuje. Uczymy się chemii, która jest zawartością używanego każdego dnia płynu do zmywania naczyń, ale której i tak wiekszość nie rozumie, bo jest zbyt złożona. Uczymy się biologii, która po jakimś czasie nie jest niczym więcej niż zapachem kwiatów na łące, drzew w lesie i ptasią grypą. Uczymy się innych drobiazgów, mniej lub bardziej potrzebnych, ale nie uczymy się życia.

Nie uczymy się jak dać sobie radę kiedy zagonimy się w ślepy zaułek, nie uczymy się jak najlepiej poprowadzić się przez gąszcze konkurencji i wymagań, i zabłoconych pól, nie uczymy się jak dawać sobie radę że stresem, konfliktami, zazdrością, mobingiem i brakiem czasu.
Już w pierwszych klasach uczymy się co to jest zegarek i jak odczytuje się z niego godzinę. I jesteśmy strasznie dumni z tego, że opanowaliśmy  tę umiejętność, nigdy natomiast nie uczymy się w jaki sposób wykorzystać to, co wystukują jego przesuwające się wskazówki.

Potem tego samego uczymy nasze dzieci…, bo jak nauczyć czegoś innego skoro sami nic więcej nie umiemy?

 

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *