Narzekaj i żyj.

Popatrzyła w niebo – było tak przerażająco błekitne, że aż bolały oczy. Czyste i świeże, zimne swoim jesiennym wczesnym porankiem i głebokie w swojej przestrzeni. Słońce roziskrzało jego krawędzie nad drzewami i aż chciało się krzyczeć, że życie było piękne w ten chłodny, jesienny poniedziałkowy poranek.

W błekitność i satynowy połysk tegoż niebia wdarł się samolot – pasażerski, duży, mięsisty – potrafiła rozróżnić jego kolory i odgadnąć linie lotnicze. Tak, co trzy minuty lądował samolot na pobliskim lotnisku, a zanim tam wylądował przelatywał nad ich głowami…
Dopiero gdy się wpatrzyła w tego żelaznego ptaka, usłyszała monotonny, daleki szum silników… – niesamowite jak taki olbrzym mógł utrzymać się w powietrzu swoją własną siłą, niesamowite jak równo i zgrabnie przedzierał się przez molekuły powietrza, jak potem lądował, jak wypuszczał ze swojego olbrzymiego cielska ludzi…
Jak technika posunęła się do przodu, jak ułatwiała ludzkości życie, w jakim wspaniałym świecie żyli, w którym to istniały umysły posuwające świat do przodu…

A niebo pozostawało tak samo błękitne, a jesienne wczesne poranki były tak samo chłodne, a spacery wśród zielonych traw i jesiennych drzew nadal mogły być takie same… – w jakim cudownym świecie żyli….

Na środku ścieżki zatrzepotała lokalna gazeta… „Czy naprawdę trzeba od razu zaśmiecać w takie cudowne miejce?” Spojrzała na okładkę – „Coraz więcej mieszkańców narzeka na hałas samolotowych silników”

No pewnie – odwieczny problem dzielnicy – na coś trzeba narzekać – jak politycy się wytłumaczyli z jakiegoś problemu, to można wieszać psy na lotnisku.
Są ludzie, którzy muszą narzekać, bo inaczej nie potrafią żyć. Bo zamiast docenić muszą narzekać. Zamiast się uśmiechnąć do cudu techniki trzeba mu koniecznie wytknąć, że przelatuje nad głową z poteżnym hukiem, bo przecież mógłby w zamian przelatywać nad głowami innych…
Nigdy nie słyszała tego huku, każdego ranka podziwiała niebo czy to pogodne czy zachmurzone i wpatrywała się w kolosy przelatujące nad głową – były niesamowite – piękne w swej wielkości i pompatyczne w swej cichości – przealtywały jak dumne ptaki z zadartymi nosami technicznego cudu….
Nie słyszała huku, hałasu – może monotonny szum, w który chętnie się wsłuchiwała, by poczuć radość z mocy życia w technicznym świecie, praktyczności mieszkania blisko lotniska i możliwości poznania świata…. Bardzo często bowiem siedziała sama, w którymś z tych kolosów i frunęła w kierunku nowych przygód i możliwości… Była wdzięczna za możliwość mieszkania blisko lotniska, za tanie linie lotnicze i w końcu za ten cud techniki jakimi były te skrzydlate maszyny… – w przeciągu kilku godzin była w miejcach, które uwielbiała, spotykała ludzi, których kochała.

Ale tak samo było z tym lasem, że gmina wycinała, że biedna ludność nie będzie miała gdzie wdychać świeżego powietrza, zbierać grzybów, itd. – lasu było od groma dookoła, saren wcinających nagminnie ludziom kwiatki z grządek zresztą też, samoloty nie były głośniejsze niż szum z pobliskiej autostrady – jeśli już trzeba było się w coś wsłuchiwać. A o wiele cichrze niż hard rock na perkusji u sąsiada…
A gdyby nie było tych wspaniałych ludzi, którzy pchali nasz w świat w rozwój techniki to nadal biegalibyśmy nago po lasach ery kamienia łupanego i jedlibyśmy rękami surowe mięso….

Spojrzała ponownie w to błękitne czyste zimne niebo i uśmiechnęła się do kolejnego skrzydlatego kolosa – życie było takie piękne…

Iwona

Iwona

  • Marecki

    Uwielbiam czytać te myśli przelane na „kartkę papieru”.
    Lubię te poczucie humoru.

    Pozdrawiam i miłego dnia

    • http://www.kowal-swojego-losu.pl/ Iwona

      :)