Bezradność

Zawsze była taka mądra i do przodu – niepoprawna optymistka śmiejąca się szeroko do świata każdego dnia….
Aż i ją dopadło w końcu – niemoc, bezradność – bo świat dookoła niej zaczynał się walić, a ona nie miała na to, żadnego wpływu.

No właśnie – skoro nie miała wpływu, skoro nic nie mogła zrobić to po co miała się martwić…
Nie chodziło o martwienie – mogła to obejść – chodziło o to, że imperium, które wokół siebie budowała, które miało być oazą jej spokoju i szczęścia ktoś inny powalił w gruzy – swoją nieodpowiedzialnością, swoim egoizmem, swoją własną słabością….
A ona sama była tego częścią, więc upadła i ona….

Na dodatek perspektywa szybkiej odbudowy nie istniała – choćby zakasała rękawy, choćby pracowała i dzień, i noc nie zależało to tylko od niej….
Na dodatek to nie było już pierwszy raz… Ile razy mogła wytrzymać…

Wiele razy – wiedziała, że człowiek był najsilniejszą istotą na świecie i ona też była takim człowiekiem – choć akurat teraz wcale tego nie chciała…

Nabrała powietrza głęboko w płuca, potem je wypuściła. Potem zamknęła oczy i przeniosła się do swojego magicznego miejsca w wyobraźni, z którego nikt nie mógł jej wygonić – tam ładowała baterie.
Tam postanowiła też, że skoro zburzono jej jedno imperium, to ona tuż obok wybuduje drugie, może nie trwalsze, może nie potężniesze, ale inne…

Bo ona była człowiekiem – najsilniejszą istotą na świecie….

Iwona

Iwona